Co dała nam pandemia?

Felietony / OPUBLIKOWANE W

To pierwszy mój wpis na blogu. Postanowiłem go poświęcić refleksjom wokół tematu pandemii, która wszystkich nas pożarła, strawiła i wypluła. Żeby całość nie była tylko smętnym wynurzeniem, to tekst podzielę na dwie części: w pierwszej pojawią się ogólne refleksje dot. wpływu „zamknięcia” na to, jak zacząłem postrzegać nasze hobby. W drugiej części wymienię konstruktywne rzeczy, które z tą sytuacją są związane. No to zaczynajmy!

Kiedy 8 marca prowadziłem sesję charytatywną na żywo w uniwersum Mysiej Straży, to nie miałem pojęcia, że będzie to ostatnie spotkanie przy prawdziwym stole w ciągu najbliższych miesięcy. No i co teraz? Jak żyć? Zastanawiałem się. Oczywiście można to przekuć w coś konstruktywnego, jak choćby nadrobienie zaległości w czytaniu podręczników i książek, ale umówmy się, że rzadko kiedy to wychodzi. Jestem człowiekiem, którego stagnacja wysusza od środka, dlatego potrzebowałem coś wymyślić. I tak właśnie zaczęła się moja przygoda z graniem online. O plusach i minusach tej metody rozpisano się wystarczająco dużo, dlatego daruje sobie tę wyliczankę. Niemniej przed pandemią byłem uprzedzony do niej, uważając za marny substytut i stratę czasu. Cholera, jak bardzo się myliłem! Owszem okazało się, że ogarnięcie różnych technikaliów nie jest takie proste, granie tylko z samym głosem bywa uciążliwe, a do tego jest tak wiele rozpraszaczy, które skutecznie wpływają na całość.

Jak to jednak wpłynęło na moje postrzeganie RPG?

Zrozumiałem jeszcze bardziej, że każda nowa sytuacja nie musi być problemem. Niech zaś będzie wyzwaniem. Dzięki temu podejściu udało mi się poprowadzić i rozegrać wiele świetnych przygód w Obcego, Mysią Straż, Zew Cthulhu, zakończyć kilkumiesięczną kampanię wiedźmińską czy wyjątkową historię rozgrywaną 1 na 1 w tym samym uniwersum. Nie zawsze jednak było tak kolorowo i czasami metoda online zawodziła. Kolejne plany, angażowanie się w projekty pisania scenariuszy i wymyślanie przygód, pisanie artykułów i krótkich tekstów uzmysłowiły mi, że „zamknięcie” może rozwinąć mnie, w tym, co lubię, jak nigdy dotąd. I tak się stało.

A teraz druga część, w której opiszę kilka dobrych rzeczy, które przytrafiły mi się w związku z powyższym. Nie piszę tego jednak po to, aby pochwalić się, że coś mi się udało, ale po to, bo być może właśnie sama lub sam masz jakieś pomysły, ale myślisz, że na pewne działania jest jeszcze za wcześnie lub za późno albo że do czegoś nie masz głowy, lub kompetencji. To ja ci powiem krótko: zrób pierwszy krok, znajdź ludzi, którym podobnie jak tobie się chce i działajcie. Truizm, co? Tak, a teraz konkrety:

– więcej eksperymentów z gotowymi scenariuszami: dotąd rzadko kiedy sięgałem po gotowe rzeczy, a sytuacja, w której się znaleźliśmy, pozwoliła mi na wypróbowanie się z takim materiałem. To też przełożyło się później na samo spisywanie własnych przygód. Dzięki temu bardziej rozumiem, jak powinien być napisany autorski scenariusz, aby był zrozumiały dla innych osób;

– granie z nowymi osobami: z jednej strony dające przekonanie, że to, co robię, potrafi tak różnym osobom sprawiać przyjemność, a z drugiej dające do myślenia, bo nie zawsze wszystko było po mojej i graczy myśli. I to jest jedna z najważniejszych rzeczy: po prostu nie skupiać się na tym, że musi wyjść efekt z fajerwerkami (perfekcjonizm to nasz największy wróg). Czasami może wyjść słabiej, czasami kompletnie inaczej, a czasami tak, że już więcej ze sobą nie zagracie. I każda z tych sytuacji jest w porządku;

– więcej pisania i nagrywania video: o ile z drugim nie miałem szczególnego problemu, bo lubię robić rzeczy, idąc na żywioł, nie mając problemu z wystąpieniami. O tyle z pisaniem byłem trochę pokłócony, bo nie sprawiało mi to szczególnej frajdy. Okazało się jednak, że warto spisywać swoje pomysły i dzielić się tym z innymi. Warto, bo masz wtedy szansę poznać inne osoby, które chętnie zrobią to w drugą stronę;

– nagrywanie głosu w formie handoutów i słuchowisk: sięgnąłem najpierw po darmowy program Audacity, ale szybko przesiadłem się na Reapera, bo daje więcej możliwości i jest zdecydowanie bardziej stabilny. Oczywiście czeka cię sporo czasu spędzonego przy różnego rodzaju materiałach instruktażowych, ale korzyści z tego działania będą wymierne! Chcesz, żeby twój głos zabrzmiał kompletnie inaczej, miał w sobie demoniczną lub smoczą nutę? Da się zrobić, tylko sięgnij po YouTube i wpisuj frazy, które cię interesują a później próbuj na własnym sprzęcie. Jeżeli chodzi o słuchowiska, to obecnie stało się to moim konikiem. Mam to szczęście, że dwójka moich graczy spisuje relacje z naszych sesji w formie opowiadań i stwierdziłem, że warto podzielić się tym z szerszym gronem osób. Nie ma dnia, żebym nie szperał czegoś na temat realizacji takich nagrań i pracy z głosem. Polecam też spojrzeć na materiały, które odnoszą się do tego, jak nagrywać podcasty;

– robienie razem czegoś wartościowego: pandemia sprawiła, że moje drogi zeszły się z kilkoma osobami, podjąłem współpracę z jednym z wydawnictw oraz rozwijam inicjatywę gryfrejtaga. Nie wydarzyłoby się to gdyby nie otwartość na nowe rzeczy i znajomości.

A co wam przyniosła pandemia? Wierzę, że nie tylko krew, pot i łzy, ale też coś dobrego!

Tym skromnym wpisem witam się z wami i co jakiś czas będę tutaj pisał o różnościach związanych z grami fabularnymi. O czym dokładnie i jak często? Tego nie wiem, ale postaram się robić to na tyle często, żebyście nie zapomnieli, że istnieję.

3 odpowiedzi do “Co dała nam pandemia?”

  1. Grunt to podejście. Tez uważam, że to było wyzwanie. Paradoksalnie więcej prowadzę bo dzięki pandemii nie tylko ja siedzę w domu. I więcej czasu mimo wszystko jest. Sam rzadko kiedy mam okazje prowadzić na żywo, ale nadal sporadycznie się uda.
    Czekam na kolejne wpisy, być może bardziej treściwe i „mięsne”.
    Pozderki.

Dodaj komentarz